kochajcie się!
jak najczęściej :)

gruzya 2011-12-25 23:17:47
skomentuj (1)
sweet dreams
W nowych okolicznościach przyrody doceniach małe przyjemności. Rocznicę ślubu zamiast w szpitalnej sali spędzimy 2 ulice dalej, w małej knajpie, gdzie przez 2 godziny będziemy na chwilę w innej rzeczywistości. Potem szybkie buzi, lista powinności i każdy biegnie w swoją stronę. Doceniam godzinę, kiedy mogę wpaść do domu, wziąć prysznic we własnej łazience i posłuchać ciszy. Ciszy.

Rzeczywistość szpitalna niszczy mój system nerwowy, konieczność koegzystowania z przedziwnymi ludźmi na powierzchni 3x4 metry, przez 24/7, ciche rozmowy matek i zawsze dziwne rozmowy z lekarzami. I najgorsze wieczory. Długie, przepełnione echem zawodzenia dzieci, kroków pielęgniarek. Chemiczny zapach i nibysterylność. Nienawidzę wieczorów w szpitalu.

Wychodzę na dwór i kręci mi się w głowie, zimne, wilgotne powietrze, żółte, żółte liście, świat gdzieś się spieszy, spieszy, a mój zatrzymał. Wiszę w tej szarej magmie i mam za dużo czasu na myślenie, w nocy nie mogę spać, pierwszy raz od lat (!) zaczynam coś kaleko rysować.

Odpoczywamy, nabieramy mocy.
Już w domu. Dobranoc.



gruzya 2011-11-16 00:11:21
skomentuj (3)

Kiedy po raz kolejny wieziesz niespełna dwuletnie dziecko do szpitala, wydawałoby się że nerwy będziesz mieć jak ze stali. A jednak za każdym razem tona stresu, kilo siwych włosów, obgryzionych palcy. Mimo, że oddział czysty nowy pachnący, obsługa miła i profesjonalna, coś cie zgina w pół na widok małej główki za metalowymi prętami łóżka.

Wyrzucam sobie, jaka jestem zła zła zła.
Gdzie moja wina, gdzie moje niedopatrzenie.
Szlag.



gruzya 2011-11-03 23:57:48
skomentuj (2)
Afryka dzika
Mombasa oblebiła nas lepkim powietrzem, muzyką, rozedrganymi ciałami, w końcu deszczem. Ogromny hotel, który lata świetności dawno miał za sobą, natrętnie wywoływał we mnie skojarzenia z Emmanuelle, potem brudne ulice, wszystko takie smutne i przygnębiające, biedne biedne biedne. Kolejny samolot i w końcu Zanzibar, eksplozja zieleni, przyroda jakby oszalała, wszystko jest 3 razy bardziej niż zwykle. Ta sama bieda, ale mniej uderzająca, rude lepianki, pstrokate tkaniny, czarne czarne oczy, czarne ręce. Ludzie w ciemnościach, i tylko ich białe zęby i białka oczu. Białe getto luksusowego hotelu, z którego uciekam przed świtem, żeby zobaczyć kawałek prawdziwego świata. Praca praca praca, i dziwny, piękny świat, kompletnie niezrozumiały, gdzie każdy krok przywołuje skojarzenia rodem z Kapuścińskiego.

Pływy oceanu, nocne kąpiele, smukli ciemni masaje, wódka haszysz marihuana.
Słońce, wściekłe, oślepiające słońce, wypalony do białego piasek, białe kraby i kolorowe rozgwiazdy.

Na targu rybnym cuchnie tak, żebrak tchu.
Na targu niewolników histeryczny bezdech, jak po wizycie w oświęcimiu.
Smak marakui, karamboli i dziwny biały owoc, jak guma balonowa.

Morze obrazów, dźwięków, zapachów.

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket



gruzya 2011-10-27 00:06:34
skomentuj (1)
gaumarjos!
Przegapiłam 10te urodziny bloga, w ogóle nie wiem, czy ktoś te blogi jeszcze pisze, czyta?
Wszyscy są na fejsbuku.

Nie pisałam długo, jak zwykle, bo nie mam czasu, a bardziej ochoty, a jak już ochota jest, to nie bardzo nadaje się to do publikacji, trzymają mnie jeszcze resztki przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Żonglowanie praca, dzieci, dom jest dość karkołomne pod każdym względem i jak powiedziała mi pani od głowy, założyłam sobie dość ciasny kaganiec i obcisły pancerz. Turbomatka, czujna jak ważka, zawsze chcę wszystko najbardziej i na 100%. I pewnie dlatego coraz częściej tracę cierpliwość, ciskam się, wściekam, płaczę nad rzeczami, które kiedyś nie zwróciłyby mojej uwagi. Przerabiam tę samą lekcję, co kilka lat temu, stanełam pod ścianą, a mur wysoki i z każdej strony, czuję jak mi życie ucieka i nie umiem nic z tym zrobić. Za mną także 8 lat znajomości z Ponurym Dziadem, znanym także jako książę Iktorn, który jakby nie było, kiedy orzę nosem po glebie, stoi zawsze za mną murem i podnosi, więc podjęłam pierwszą ważną decyzję i trzymaj kciuki, żebym nie stchórzyła.

Wakacje były zdecydowanie za krótkie.

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket


gruzya 2011-09-07 22:33:47
skomentuj (4)
nothing compares
Wiem, jestem świnią. Nie odzywam się miesiącami, bloguś pokrył się nie tyle kurzem, co już mchem, pleśnią i wilgocią. Ale o czym tu pisać, jak spędzam życie między pracą a dziećmi. Nadal w niedoczasie, wieczorem siadam i zastanawiam się o czym zapomniałam dziś, za późno odbieram maile, telefon ściszony leży na dnie torby i pewnie łatwiej dodzwonić się do papieża. To co w głowie jest równie zapleśniałe i musiałabym naprawdę wiele alkoholu wypić, żeby to upublicznić.
Priorytety są jasne, ale świat nie chce być czarnobiały, a mnie brakuje jaj na radykalne decyzje, chowam się za małymi dziećmi.
Czytam  listy Osieckiej z Przyborą i uderza mnie własne ubóstwo i kalectwo językowe, więc nawet nie śmiem porywać się na jakiekolwiek metafory. Odliczam do lata, leżeć na plaży, budować zamki z piasku, robić nic i być czekoladowym. Saska Kępa wieczorami doprowadza mnie do łez swoim zapachem, rozglądam się i wiem, że jeśli w tym mieście, to właśnie tu będzie mój dom i mój kawałek trawnika, bzy i jaśminy.




gruzya 2011-06-06 21:13:32
skomentuj (3)
jak trwoga to do bloga
Po workshopie w Teatrze Kamienica, gdzie przeczołgałam się przez każdy kąt wychodzę zakochana i natchniona, z zamiarem wydania rocznego bonusa w sklepie dla plastyków, będę robić tfurczość, przez duźe tfu, odnajduję swoją niszę, swoje zen, swoją równowagę.
A potem nagle jeb, 39 stopni gorączki, a jak chorować to zbiorowo, dziecko leje się przez ręce, przcecieź być tydzień zdrowym to aż nadto, czuję, jak zaczynają  boleć mnie mięśnie, głowa i kaszlę, kaszlę, kaszlę, nie mogę, nie chcę, nie ogarniam, niech ktoś mnie dobije szpadlem.

Dawałam sobie 2-3 miesiące na ogarnięcie się w modelu "matka 2ki dzieci na etacie". Po 3 miesiącach towarzyszy mi  poczucie totalnej klęski.
Co rano zawsze w niedoczasie, w pośpiechu, biegnę na przystanek spóźniona. Potem 8h płonącego burdelu na rozhuśtanym sztormem okręcie, a wszystko okraszone korporacyjnym bullshitem, koło 16stej w blokach startowych azymut dom i moje puchate bąbelki, przesiadając się z tramwaju zawsze uprawiam sprint na przystanek, mój autobus stoi na światłach. Te pół godziny w ztmie jest dla mnie, żeby poczytać, posłuchać muzyki, pogapić się na ludzi. Kocham ztm i mogę powiedzieć to do kamery, bo jadę szybko buspasem, a w autobusach są śmieszne przypadki, choć zdarza się, że ludziska się nie myją, a zwłaszcza zębów.
Biegiem do domu, a tam mamamamamamamamamamammamamaa, będę trzymał cię za palec, będę na tobie wisiał, będę cię miętosił i ściskał i patrz tylko na mnie, baw się tylko ze mną, a jeśli nie, to nu pagadi. Ponad nim jest mamo mogę ci coś powiedzieć, bo w ostatnim odcinku Bakuganów, a Marcin powiedział i musisz mi dać, i muszę przynieść do szkoły i nauczyć się wiersza na jutro! A ponad nimi mama próbuje zrelacjonować co się działo, kto co zjadł, jaką zrobił kupę i cyrk się kręci, tak do wieczora, a kiedy idą spać mogę rozpocząć żmudny proces roznoszenia różnych przedmiotów, zbierana naczyń, nastawiania zmywarki, pralki, wieszania, składania, chowania, a może uprasuję nawet, a jeszcze usiąde na chwilkę do komputera i wtem znowu jest pierwsza w nocy, i wiem, Szymon wstanie o 5ej, że budzik zadzwoni o 6stej, i znowu będę w niedoczasie...

Wiem, że to się kiedyś skończy, wiem, że jeszcze odzyskam swoje życie, ale chwilami wątpię, czy dotrwam do tego momentu.

gruzya 2011-03-31 20:53:09
skomentuj (1)
turning tables
Hejho! Podpisuję się wszystkimi odnóżami pod tym, co pisze sosko, ja zamawiam mały cichy kącik obity miękkim pastelowym pluszem i zero klamek. Albo miłą bezdzietną acz bardzo ciepłą wyspę. Bez dzieci, bez niealergizujących posiłków, bez pojemników z kupą do zbadania, bez syropów, kropelek, zawiesin, glutów, zero wiszenia na infolinii luxmedu, za to dużo nieograniczonego, nie przerywanego rykiem snu. Tfu tfu, zaklepane.

Od grudnia, tak OD GRUDNIA użeram się w kółko z jakimś gównem, infekcje wirusowe płynnie przechodzące w zapalenia oskrzeli, zapalenia krtani, zapalenia uszu. Jedno zaraża drugie, zaraża trzecie, a w międzyczasie praca praca praca,a przecież jeszcze sześć etatów, na mopie, na zmywaku, na żelazku i  w pralce. Kurwa! Gdybym piła za kaźdym razem, kiedy mam dość, popadłabym w poważny nałóg. A tu się nawet nie da porządnie zresetować, bo trzeba być w gotowości, a nuż o 3:30 w nocy przyjdzie mi znowu jechać do szpitala?!

W międzyczasie oddaję się korporacji bez reszty, wyznaczając smartcele sobie i swym podwładnym, jestem proaktywna, zaangażowana i chętna do współpracy lokalnie i globalnie, tylko mi czasem oko lata, z niewyspania pewnie. Z niewyspania też pewnie czasem myślę, że jebnę to wszystko w diabły i zajmę się produkcją miśków albo zostanę szafiarką. No nie wiem. Narazie development plan zakłada, żeby powtórzyć hop around the globe, mam jeszcze chwilę na przygotowanie.




gruzya 2011-03-05 10:26:43
skomentuj (1)
Kotek jest chory
i leży w łóżeczku.

gruzya 2011-02-27 22:10:48
skomentuj (0)
dance with somebody
Porzuciłam samochód na rzecz komunikacji miejskiej, dzięki czemu jestem szybciej w pracy oraz dramatycznie wzrosło mi czytelnictwo. Wstaję o zmroku, o zmroku wychodzę i tylko muzyka mnie ratuje przed tym, żeby nie zagrzebać się w najbliższej zaspie.

Zniknięcie z domu przeszło chyba lepiej, niż mogłabym oczekiwać. Oczywiście, kiedy tylko wbijam kod domofonu słyszę gromkie mama, Sz. przykleja mi się do nóg, T. równolegle referuje co nowego w świecie bakuganów i gogosów, a nad tym M., która próbuje zreferować mi treść dnia. M., która mnie rozpieszcza, bo wracam do posprzątanego domu, mam zrobiony obiad i poprasowane ubrania, a bobo jest zadowolone z życia. Lepiej bym tego sobie nie mogła wymarzyć.

Praca dopadła mnie, spotykam się od rana do zmierzchu albo szkolę, ale jest inaczej. Ale jak jest to temat do osobnej rozmowy.
Póki co, dance!



gruzya 2011-01-24 21:53:59
skomentuj (1)