kwiecień plecień

Odsłaniam rolety i mielę pod nosem kurwy równie siarczyste, co mróz na dworze, wspominam z czułością tego złamasa, który nie wynajął nam garażu, dzięki czemu mogę po razy pierdyliard setny odśnieżać samochód. No ale przynajmniej nie zamarzł w tym roku.

Dzieci czynią zimę znośną. One są takie czyste i nieskażone, jak ten biały skrzący puch. Kawałek plastiku pod tyłek i najdziksza, najlepsza zabawa jest na górce za domem. Nie wyszły nam ferie w Bieszczadach, bo od grudnia ktoś ciągle jest chory, karawana smarków, wykresów temperatur, nacieranych stóp, kropelek, tabletek, syropów, mam już alergię na Luxmed. Synowie moi za to mają alergię na roztocze i jeszcze jakieś inne syfy, więc dwoję się i troję, w tej nowej rzeczywistości, nawet moje wegańskie upodobania to przy tym pan Pikuś.

No tak, bo przestałam jeść mięso. Potem mleko i jego przetwory. No dobra, czasami wymiękam przy serach. No i jem jajka i miód, więc vegetalibowie by mnie już pewnie ukamienowali.

Ciągnę robotę dalej, bo się zobowiązałam dowieźć swoją działkę do końca. Łatwo nie jest i chwilami lękam się o swoje zdrowie psychiczne. Szczęśliwie praca z perspektywą końca pozwala nabrać dystansu. Co dalej nie wiem i chyba nie mam potrzeby się teraz nad tym zastanawiać. Ustawi łam się w trybie przetrwalnikowym, czekam na wiosnę.

To tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>