podsumowanie roku 2014

Hahaha. Poprzednim razem pisałam w styczniu, dziś mamy wrzesień, więc przy takiej częstotliwości w sumie mogę zamykać rok, prawda? Zabawne, że nie umiem wyrzucić tego bloga, chociaż dopiero angina i tydzień wpatrywania się w sufit, ściany, okna, kurz unoszący się w powietrzu skłoniły mnie, żeby zasiąść. Pewnie dlatego,że ktoś ostatnio pisał z nutą sentymentu o blogach, to i mnie w miękkie trafiło.

W styczniu miałam operację. Mam się świetnie i była to bardzo dobra decyzja tak się dać pokroić. Rzuciłam też pracę, więc miałam dużo wolnego czasu do przelewania. Albo tak mi się wydawało, zaczęłam doceniać go jakoś w marcu chyba.
Wtedy też Syn duży został zabrany z rejonowej placówki na rzecz projektu pt Unschooling.
Po pół roku mogę powiedzieć, że to też była dobra decyzja, która poprzestawiała nam wszystkim trochę w głowach. Nie ma odwrotu. Rykoszetem Mniejszego też zabraliśmy z placówki rejonowej, jako że za mały na unschooling rezyduje w Montessori, które jest najbliższe tego, co myślimy o edukowaniu dzieci. Mali ludzie nieustająco dostarczają mi wielu siwych włosów i zmarszczek mimicznych, w związku z tym ich światłe rozważania postanowiłam zacząć zbierać tu.

Długo nie byłam bezrobotna, co więcej ogarniała mnie panika i pustka w głowie na myśl, że powinnam czymś się zająć. Powinnam, nie powinnam, chciałam. Ale po 6 latach w korpo musiałabym chyba przez rok robić nic, żeby się zregenerować. No więc, jak zadzwoniło konkurencyjne korpo poszłam na rozmowę. Trochę dla jaj, trochę z ciekawości, jak po tej drugiej stronie barykady. No i jestem tu teraz w jeszcze bardziej szklanym biurowcu, w jeszcze większym Mordorze, ale co zabawne w poczuciu normalności i spokoju. Musiało się  tamto wszystko wydarzyć i trzeba mi było przejść długą drogę z terapią włącznie, żeby mieć zen, spokój i dystans. Tylko tęsknie za wariatami.

No i słuchaj Krysiu, byłam jeszcze w tym roku na Openerze, który był o tyle ważny i szczególny, że był dość rockowy na tle pozostałych. Wprawdzie FNM zostawił mi nieco niesmak, takoż i Black Keys, za to mój najulubiony zespół dowiózł w 300%, więc gęste łzy wzruszenia.  Chorzuffeeel.

Skóra mi złazi z nosa, po 40stu stopniach w Tbilisi ciężko adaptować się w Poldonie, im jestem starsza tym bardziej potrzebuję słońca i ciepła. Spełniłam swoje małe marzenie i pływałam z delfinami. Tu niby ciepło jeszcze, ale swetry i długie spodnie, więc znowu dopada mnie myśl, żeby spadać. Zamiast tego spadła mi temperatura i może zwalczę tę pieprzoną anginę.

2 myśli nt. „podsumowanie roku 2014

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>