.

Musiałam zajrzeć do poprzedniej notki, żeby upewnić się, kiedy tu byłam i ile wody w Wiśle upłynęło. Z perspektywy poprzedniej notki, półroczny przegląd celów ma się chujowo. Odkąd spalili most, robię 25 km dziennie do Mordoru i spowrotem, permanenta dieta (z momentami kryzysu w rodzaju pudło lodów i pizza), i gówno, nc, nul, zero. Im bardziej postanawiam, tym gorzej mi to wychodzi, najwidoczniej już zawsze będę gruba.

Czasu dla siebie aktualnie nie mam wcale, bo roboty po kokardkę, a w statusie samotnej matki, to już nie wiem, w którą stronę wiosłuję, ale wiosłuję, byle utrzymać się na powierzchni, jak mawiał mój znajomy. Plan podróżniczy chwilowo odjechał w nieznane, jako, że na horyzoncie pojawił się inny. Póki co jednak męczy mnie obecne status quo i życie pomiędzy.

Co się da, zamiatam pod dywan, żeby nie zwariować. Czasami wydaje mi się, że wszystko we mnie umarło i taki mam dystans do świata,że nic mnie już nie ruszy.

A potem zdarza się upalna noc, pełna zapachów, dźwięków i wspomnień i wszystko się we mnie rozpada na małe kawałeczki, ściska za gardło i płaczę, płaczę w ciemności.

Jedna myśl nt. „.

  1. ~tykwa

    Hej ! Przesyłam dobre myśli. Najwyraźniej rozpadanie się co jakiś czas, miesiące, lata, dni, jest częścią życia, musimy się składać na nowo. Cięzka to praca.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>